idę, idę sobie moimi ulicami
słucham ulubionej muzyki
idę ze słuchawkami
spoglądam na ludzi,
których nie znam
i którzy pędzą ciągle wciąż
gonią za czymś, co życiem nazywa się
każdy ma swoje poukładane
albo bardziej roztargnione
pędzą ludzie za tym czego nie ma
pędzą ludzie za tym, co pochłania ziemia
widzę ich każdego dnia
stoję obok
nie słucham
bo mam słuchawki w uszach
bo po co słuchać mam zgryzoty niepocieszonych
mamrotań wiecznych ludzi zakręconych
beznadziejności świata
matek nieporuszonych płaczem swoich dzieci
i innych widzi mi się ludzi naiwnych,
niebezpiecznych, marudnych,
tonących w bezgraniczu kłamstw
myślących tylko o sobie